Nie przegap najnowszych videoklipów!

25 stycznia 2026

Ensiferum w Krakowie - relacja

Kandydat do koncertu roku

 

2026 jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a ja już byłem na koncercie roku... Mnie już trudno zaskoczyć ale można mi sprawić sporo radości takim właśnie graniem. Obawiałem się o frekwencję, bo sporo reklam pojawiło się tuż przed koncertem zespołów Ensiferum, Freedom Call i Dracony. Zupełnie niepotrzebnie. Co prawda to była druga (ta z balkonem), nieco mniejsza sala w klubie Hyde Park, ale wypełniła się dość szczelnie. Zająłem miejsce pod ścianą i to była strategiczna pozycja bo fani nie zawiedli i była solidna zabawa na samym środku. Ale po kolei. Na początek zespół Dragony z Austrii. Znałem tylko z nazwy, posłuchałem sporo kawałków na YT przed wyjazdem i dziwiłem się dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem. Na scenie sześć osób, jedną skądś znałem - okazał się nim być Herbert Glos - grający również na tym instrumencie w Visions Of Atlantis. No ale całą swoją uwagę  (nie tylko związaną ze śpiewem) skupiała na sobie Maria Nesh, która jak podaje MetalArchives jest Rosjanką osiadłą w Austrii i dopiero od ubiegłego roku jest oficjalną wokalistką zespołu. No właśnie i to taka mała rewolucja bo słuchając starych nagrań wszędzie był męski wokal, a na scenie nie było Siegfried'a "The Dragonslayer" Samer'a. Zagrali osiem numerów, z czego sześć z ostatniej płyty z 2024 roku "Hic synt drakones". No cóż nazwa zespołu zobowiązuje, czyli były pieśni o smokach, bohaterach, wojownikach - czyli wszystkim o czym, kiedyś kpiono przy okazji power metalu. Ale co tam, teraz nie jest to już takie passe, ludzie świetnie się bawili i znakomicie przyjęli ten skład. Jakże byłem mile zaskoczony jak wiele osób śpiewało "Twilight Of The Gods" czy "Beyond The Bridge". Jako drudzy pojawili się muzycy Freedom Call. To dzięki nim polubiłem tak na dobre power metal jakieś 25 lat temu - płyty Crystal Empire, Eternity i przede wszystkim Circle Of Life towarzyszyły mi bardzo często w domu czy w drodze do pracy. No ale cóż, zespół wydał do tej pory 11 albumów, więc wybierając 9 numerów na koncert było pewne, że nie będzie większości tego co bym chciał usłyszeć. Ale to nie szkodzi - było rewelacyjnie. Widziałem ich po raz pierwszy w życiu i było tak jak sobie wyobrażałem. Niezwykle pozytywna energia i radość z grania, świetny kontakt z publicznością, która również nie zawiodła. Mówi się o nich, że grają happy metal - no lepiej się nie da tego ująć. Zresztą całkiem niedawno wydali singiel Heavy Metal Happycore, który również wybrzmiał tutaj - i no cóż tu jedyny minus, bo piosenka może i do zabawy, ale mi tak średnio wchodzi, szczególnie że jeszcze była mocno wspomagana taśmami na koncercie. Ten 50 minutowy występ zakończyły odśpiewany chóralnie "Metal is For Everyone" oraz jeden z moich ulubionych numerów z dawnych lat "Land Of Light". No i główna gwiazda wieczoru - fiński Ensiferum - widzę ich po raz trzeci w końcu jako headlinera koncertu. Tak więc wydaje się, że niczego nie zabraknie. Wszystkie zespoły swoje ostatni płyty wydały w 2024 roku, Ensiferum także - "Winter Strom" - i od prawie tytułowego sześciomiutowego "Winter Storm Vigilantes" rozpoczęli swój fantastyczny występ. No lepiej chyba się rozpocząć nie mogło. Ta kompozycja jest genialna. Z tej płyty wybrzmiały jeszcze trzy inne numery "Fatherland",  "Long Cold Winter" oraz "Scars In My Heart", który zaśpiewała Maria Nesh z Dragony (i bardzo mi przykro ale to był najsłabszy moment koncertu). Finowie w czasie około 80 minutowego występu sięgali również do utworów z początków kariery i pierwszych płyt. Były m.in. "Guardians Of Fate" z debiutu czy "Into Battle" z drugiej płyty, które zakończyło podstawową część. Na bis trzy uwory: "Axe Of Judgement", odśpiewany przez wszystkich "In My Sword I Trust" oraz chyba zawsze kończące ich występy - punkowo/metalowo/dyskotekowy - "Two Of Spades". No mogliby jeszcze zagrać ze dwa kawałki, bo oczywiście zawsze się znajdzie coś czego ludziom zabraknie - część domagała się "Lai Lai Hei", ja bym chciał usłyszeć "Victoriuos" czy "Run From Crashing Tides", ale to było na poprzednich koncertach, więc może następnym razem, bo z pewnością Ensiferum jeszcze zobaczę. To też dla mnie bardzo pozytywna kapela, ja miałem banana na twarzy przez cały czas. I nie będę udawał, że znam ich od zawsze...  wręcz przeciwnie, jeszcze z sześć lat temu nie przypuszczałem, że takie granie będzie moim ulubionym. Ta kapela to bez wątpienia jest teraz w moim Top 10. Tak więc bardzo udany wieczór w tym mało przyjaznym mieście, do którego aby wjechać moim "zabytkowym" autem musiałem zapłacić 5 zł, dzięki czemu stał się nagle ekologicznym samochodem.

Ensiferum

Freedom Call

Dragony

kontakt@wojownicyiklasycy.pl

Website made in WebWave