Z księgi 1000 i jednej nocy
W sumie to cieszę się, że dopiero teraz zobaczyłem ten zespół choć w naszym kraju był już kilkukrotnie, ale zawsze w roli suportu albo na festiwalu Pol'and'Rock, więc zapewne ich koncerty miały ograniczony czasowo wymiar. Teraz wydając swoją siódmą płytę studyjną "Wilderness Of Mirrors" wyruszyli w trasę jako headliner i nie mogłem już sobie odmówić pójścia na koncert Myrath oraz Roses Of Thieves w Krakowie. szczególnie, że bilety kosztowały niecałe 130zł.
Jak to dobrze, że mamy youtube'a bo dzięki tej platformie mogłem już dawno temu poznać ten zespół, jego pełne rozmachu teledyski i świetną muzykę, w której ostre gitary łączą się z orientalnymi motywami czy to wokalnymi czy instrumentalnymi, bo jakby ktoś nie wiedział kapela pochodzi z Tunezji (aczkolwiek ich drugim domem jest Francja). Niestety szefowie polskich stacji nawet tych rockowych na to co ciekawe i warte uwagi nie reagują wcale albo ze sporym opóźnieniem (jak w przypadku Ghost), stąd też Myrath zagrał w tej mniejszej hali Hype Parku, dzięki czemu sala wypełniła się licznie, ale nie było jakiegoś nadmiernego ścisku.
W tle sceny wielki baner dzięki któremu poczuliśmy się jak w pałacu sułtana, a kwadrans po 20-tej pierwsze dźwięki utworu "The Funeral" wprowadziły nas w odpowiedni klimat. To utwór pochodzący z najnowszego albumu, z którego zespół zagrał aż osiem numerów, czyli właściwie połowę setlisty. Zaraz po nim powrót do płyty "Shehili" (jedynej na CD, którą posiadam) i usłyszeliśmy hity "Born To Survive" oraz "Dance", który porwał myślę że już wszystkich (nie oglądałem się za siebie, ale przede mną wszyscy byli zachwyceni). I myślę, że od tego utworu rozpoczęło się dobre nagłośnienie koncertu, bo na pierwszych dwóch kawałkach moim zdaniem gitary były lekko przytłumione. W czwartym numerze "Until The End" pojawiła się Ivett Dudas - którą wcześniej widzieliśmy na wokalu w supporcie i bardzo ładnie wykonała swoje partie, które w studyjnym oryginale należą Elize Ryd z Amaranthe. Później znów naprzemiennie coś z klasyki coś nowej płyty. Mają swój żelazny siedemnasto-utworowy zestaw i być może czasem zmieniają kolejność bo "Beyond The Stars" zagrali u nas jako 12-ty, a na jednej z setlist był 10-ty. Tutaj jako numer 10 wybrzmiał numer, od którego nie potrafię się ostatnio uwolnić "Breathing Near the Roar". Przed nim było genialne wykonanie "Still the Dawn Will Come". No przyznaję, że to jak wokalista Zaher Zorgati wchodził na wysokie tony wzbudziło mój zachwyt. Zohar śpiewał w zdecydowanej większości po angielsku, ale i też po arabsku we wspomnianym już "Beyond The Stars" czy po francusku w otwierającym bis "Les Enfants du soleil". Podstawową część koncertu zakończyła ballada "Soul Of My Soul" zaś na sam koniec wybrzmiał "Believer" od którego wszystko (w moim przypadku) się zaczęło.
Myrath na scenie to klasyczny skład: wokal, gitary prowadząca i basowa, klawisze i bębny (z zamaskowanym perkusistą), aczkolwiek zespół delikatnie wspomagał się taśmami, no cóż takie teraz czasy jeśli chce się odtworzyć bogate aranżacje z płyty, ale mi to już przestało przeszkadzać, bo liczą się emocje, które dostarcza zespół na żywo. I w tym przypadku nie czuję się oszukany, bo że tak powiem "trzymało" mnie po koncercie dość długo... "Come and take my hand tonight
Lead me through the rain, Save me from the endless fight, Guide me through the pain, Stidapeley, Stidapeley". Oprócz muzyków orientalny nastrój wprowadzała od czasu do czasu tancerka, nie wiem czy było to konieczne, ale mieliśmy poczuć odmienną kulturę, to niech będzie i takie urozmaicenie.
A w roli suportu wystąpił zupełnie mi nieznany węgierski Roses Of Thieves. Specjalnie ich nie szukałem wcześniej na YT bo chciałem mieć niespodziankę. No więc wyszła piątka młodziaków ze wspomnianą już Ivett, nie wyglądali jak rasowi metalowcy, ale przedstawili radosny folk power metal. Ten "folk" zawdzięczamy Dominikowi Hristov-Todorovi grającemu na … akordeonie. Dostali 45 minut i zagrali aż 12 piosenek. Myślę, że niewiele osób znało ich wcześniej, bo na początku w pobliżu sceny były raczej pustki, ale już od pierwszego skocznego numeru "Fend Off The Dark" wszyscy zaczęli się schodzić i kapela od razu zdobyła sobie sympatię publiczności. A jak jako piąty zagrali "Boys" Sabriny to już wszyscy byli uchachani i mogli sobie pośpiewać razem z zespołem. Roses Of Thieves powstali w 2023 roku i mają na koncie dwie płyty. No jest to obiecujące, ale w tym gatunku jest spora konkurencja więc potrzeba sporo determinacji aby odnieść większy sukces, czego im oczywiście życzę. Mi się podobało, nie powiem, że mnie kupili, ale takie numery jak "White Wolf", "Keep The Night Inside" czy "Once Upon A Time" wywołały u mnie sporo uśmiechu.
Bardzo udany wieczór, kolejne dwa zespoły, których nie widziałem jeszcze na żywo "zaliczone", a występ Myrath to poważny kandydat do mojego koncertu roku.