Nie przegap najnowszych videoklipów!

02 kwietnia 2026

The Ukrainians w Krakowie - relacja

Pożegnalna trasa koncertowa

Myślę, że to była zdecydowanie pierwsza folk rockowa kapela, którą tak bardzo polubiłem i było to w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Już nawet nie pamiętam jak to się dokładnie stało bo wtedy nie było internetu, zdanym się było głównie na Trójkę albo Rozgłośnię Harcerską, a tam takiej muzyki raczej za dużo nie było. Z moim towarzyszem podróży ustaliliśmy, że to dzięki sprowadzonym przez niego (oryginalnym!) kasetom ten folkowo (punk) rockowy band trafił do mojej świadomości. Tych kaset mam trzy (nie wylądowały jeszcze na strychu) i nie sądziłem, że kiedykolwiek posłucham części tych utworów na żywo. I przeglądając wydarzenia w okolicy dość niespodziewanie przeczytałem, że w swoją ostatnią trasę koncertową wyruszył i zagra w Polsce The Ukrainians! Zaskoczeniem dla mnie była lokalizacja bo miejscówki kompletnie nie znałem. Klub Re przy Starym Rynku to chyba najmniejsza sala klubowa na jakiej zdarzyło mi się być. Umieszczona gdzieś w podziemiach, najpierw schodzimy schodami w dół i znajdujemy się w gwarnej knajpie. Nieco zaskoczony bo nie ma żadnej sceny ani nic co by na 20 minut rozpoczęciem oznaczało, że tutaj będzie jakiś koncert. Dopiero po chwili zza drzwi dobiegły dźwięki i okazało się, że zespół ma próbę i ustawiają brzmienie. Około 20-tej część osób przy stolikach powstało bo oni też przyszli posłuchać muzyki! No więc trochę pomarudzę - całość rozpoczęła się ze sporym ponad półgodzinnym opóźnieniem, zwyczajowo nie pcham się do przodu, a tutaj stojąc w 7-8 rzędzie byłem już na końcu sali. Zrobiło się dość tłoczno i usłyszałem, że koncert będzie podzielony na dwie części z około 30 minutową przerwą co najmniej jak antrakt w teatrze. Trochę dziwne, ale widać to może jakiś ich zwyczaj. Ok, to do rzeczy. The Ukrainians to brytyjski zespół, który chyba powstał raczej przez przypadek. Zaczęło się od audycji radiowej, gdzie Peter Solovka z zespołu The Wedding Present postanowił zorganizować jedną z sesji w języku ukraińskim dla Radia BBC i audycji John Peel Show (bardzo wpływowej w tamtych czasach). Połączenie wschodniego folku i punkowej ekspresji okazało się strzałem w dziesiątkę. Zespół poszedł dwutorowo - nagrywał covery  (The Smiths, Velvet Underground) jak i własne kompozycje - wszystko w języku ukraińskim. Zjeździł Europę wzdłuż i wszerz i nie wiem dlaczego do tej pory ich nie widziałem. Moja znajomość ich twórczości kończy się na pierwszych trzech kasetach, a zaczęli od utworu "Dva Vinochky" z płyty wydanej w 2018 roku, ale to już wystarczyło, że poczułem, że to będzie świetnie spędzony czas.  Zaraz po tym były juz dobrze mi znane piosenki "Durak", "UkrainAmerika", które przeplatane były coverami "Koroleva Ne Pomerla" czyli ich wersja "The Queen is Dead" The Smiths oraz "Chekannya" czyli "Venus in Furs" Velvet Underground. Dalej chyba najbardziej epicki moment koncertu - ponad ośmiominutowe wykonanie tradycyjnej pieśni ukraińskiej "Verkhovyno". W pierwszej części z tradycyjnych utworów wybrzmiały również "Oy Na Hori" czy "Ty Zh Mene Pidmanula" i powiem tak - nie sądzę aby większość publiczności stanowili Ukraińcy, a śpiewom nie było końca. Druga część koncertu zaczęła się od czegoś co i jak mogłem pośpiewać czyli od pochodzącej z XIX wieku piosenki... "Hej Sokoły". Ponieważ zrobiło się trochę luźniej zaczęło się nawet małe pogo jak zagrali "Hopak" czy "Koly Ya Tantsyuyu". Ponownie zagrali covery - jak dla mnie trudno rozpoznawalny (chyba najsłabszy moment występu) "Smells Like Teen Spirit" Nirvany oraz już o wiele ciekawszy "California Dreamin'" The Mamas & the Papas połączone z "She's Lost Control" Joy Division (tego nie poznałem). Jedno z największych poruszeń to "Oy Divchyno" i "Liberatsiya" na sam koniec podstawowego setu. Bis zaczął się dość nietypowo, bo zaczęła śpiewać publiczność, wywołując spory podziw muzyków. Wśród trzech zagranych piosenek była jedna z moich ulubionych "Cherez Richku Cherez Hai", a całość zakończyła "Tsyhanochka". To był bardzo dobry koncert, dobrze nagłośniony mimo małej przestrzeni. Z sześciu muzyków na scenie trzech grało na tradycyjnych instrumentach - akordeonie, mandolinie i skrzypcach, które tworzyły tę niesamowity folkowy klimat. Wokalista nas zagadywał mówiąc, a raczej czytając z tableta po polsku dzięki czemu czuliśmy się bardzo swojsko. Po koncercie oczywiście był czas na zdjęcia i autografy, tak więc mogę uznać ten wieczór za bardzo udany.

 

 

 

 

kontakt@wojownicyiklasycy.pl

Website made in WebWave