No jak tu nie skorzystać z okazji kiedy ktoś oferuje bilet za 40 zł na występ trzech zagranicznych zespołów z gatunku muzycznego, który generalnie mi leży.
Tak więc po raz drugi w tym miesiącu wycieczka do Krakowa i koncert XANDRIA + Seven Spires, Secret Rule / 14.10.26 / w Klubie Zaścianek.
Główną gwiazdę wieczoru znam i byłem już na jej koncercie, natomiast supporty były ponownie niespodzianką, nie znałem ani z nazwy, ani muzyki, ani tego jakie składy osobowe wystąpią.
Okazało się, że tego wieczoru w każdym zespole na wokalu były urodziwe panie.
Jako pierwszy na scenie pojawił się włoski Secret Rule. Żeby było ciekawie istnieją od 2014 roku(!), wydali 10 płyt… ale jakoś jak większość zespołów z Italii uznania szerszej publiczności raczej nie doświadczyli. Bardzo przyjemny melodyjny heavy metal, piosenki z dużym potencjałem na „przebój”, wszystko radosne i energetyczne - dlaczego więc im się nie udaje i nie są na poziomie np Beyond The Black czy Battle Beast tego nie wiem.
Jak każdy z zespołów wspomagali się taśmami, z których leciały partie klawiszowe i nie wiem czemu miałem również wrażenie, że momentami i wokalne (co trochę mnie raziło, ale może się mylę?)
Drugim zespołem tego wieczoru było Seven Spires ze Stanów Zjednoczonych. Istnieją równie długo jak poprzednicy, ale do tej pory wydali tylko cztery płyty. Kupili mnie od samego początku: muzyką, energią i kontaktem z publicznością. Wokalistka jak ryknęła to aż przeszły mnie ciarki, a po chwili śpiewała swoim czystym głosem, no po prostu złoto - tak jak lubię. I miałem wrażenie, że skądś ją znam, ale niestety nie zrozumiałem jak przedstawiany był zespół. Dopiero w domu się zorientowałem, że miałem okazję widzieć ją na żywo kiedy występowała w chórkach zespołu Avantasia dwa lata temu w Hawierzowie (a także zaśpiewała z Tobiasem jedną ze starszych piosenek). To Adrienne Cowan, posiadająca wykształcenie muzyczne i będąca również trenerem wokalnym. Seven Spires grali około 45 minut i choć nie znałem żadnego numeru kompletnie się nudziłem. Czasem czekasz aż kapela skończy, a tutaj nie miałbym nic przeciwko jakby pograli dłużej. Ich piosenki to nie zwykłe, proste kompozycje, ale z elementami progressive, rozbudowane, ze zmianami tempa i różnorodnym wokalem (growl, screamo, czysty) - takie właśnie były otwierający „Songs Upon Wine-Stained Tongues” oraz kończący set chyba dziesięciominutowy „Gods Of Debauchery”. Rewelacja!
Zespół Xandria przyjechał do nas promując najnowszą całkiem udaną (w tym stylu) płytę „Eclipse”. Widzę ich po raz drugi od kiedy wokalistką jest Ambre Vourvahis, poprzednio było to 4 lata temu we Wrocławiu podczas co-headlinerskiej trasy z Visions Of Atlantis. Tamten występ wspominam bardzo pozytywnie, a tutaj od samego początku było coś nie tak. Zamiast wstępu „Syzygy” akustyk zagrał Reborn, ale szybko się zreflektował. Zaczęli od utworów z nowej płyty: tytułowego oraz „Colours” i widać było nerwowość wokalistki. Ambre miała jakieś problemy z odsłuchem, co chwilę kręciła głową, trzymała się za ucho gdzie miała słuchawkę, szukała swojego miejsca na scenie stając gdzieś w tyle, a nie na froncie przed publiką - tak jakby coś jej się sprzęgało. I mam wrażenie, że ten problem nie został rozwiązany do końca koncertu, bo niestety pod kątem wokalnym to była momentami (jak dla mnie) katastrofa. No niestety, ale ilość nietrafionych dźwięków w tonację i fałszów jak na taką wokalistkę (która też jest po szkołach) była zdecydowanie za duża. Z nowej płyty zagrali sześć piosenek czyli niemal połowę bo w sumie było ich tylko trzynaście. Był przypominający Nightwisha „The Shannon’s Home”, a także jeden z moich faworytów „Northstar”. Podstawową część zakończył „Reborn” z poprzedniej płyty, a na bis wybrzmiały klasyki sprzed kilkunastu lat: „Valetine” oraz „Nightfall” kiedy wokalistkami Xandrii były odpowiednio: Manuela Kraller i Dianne van Giersbergen.
Xandria ze wszystkich zespołów chyba najwięcej korzystała z gotowych podkładów, bo na scenie dwaj gitarzyści, perkusja i wokal, a w każdym numerze klawisze i chórki. Oczywiście wszystko razem brzmi super, czy jednak tak powinno być? To sprawia, że nie można sobie pozwolić na jakąś spontaniczność czy improwizację. Wszystkie koncerty mają taki sam zestaw piosenek, zero niespodzianek, a co ciekawe na zdobytej setliście zaplanowany był na koniec ośmiominutowy kawałek „Lore”, ale go nie zagrali, przez co koncert trwał ok 1h 20 minut. No cóż, nie zostawiają po sobie takiego wrażenia abym chciał się wybrać po raz kolejny. Dla mnie odkryciem wieczoru jest Seven Spires.
PS. Skoro zespół Nightwish opuściła Floor Jansen, to może Ambre zajęłaby jej miejsce? Obie kapele zmieniają wokalistki nie po raz pierwszy więc co za różnica kto gdzie śpiewa?
#koncerty2026 #koncertywpolsce #symphonicmetal #koncerty #livemusic #muzykanażywo